Kraków to bez wątpienia perła w koronie Rzeczypospolitej i wizytówka naszego kraju, która przyciąga turystów z całego świata. Popularność miasta wśród zagranicznych, ale i polskich gości może i powinna nas cieszyć, ale czy na pewno? Liczba odwiedzających z roku na rok rośnie, dlatego coraz częściej pojawia się pytanie o skuteczne zarządzanie turystyką i zagrożenia płynące z jej nadmiaru.

Barcelona, Paryż, Londyn, Wenecja, Rzym. W wielu rankingach Kraków jest wymieniany obok tych najbardziej znanych turystycznych miast kontynentu. I trudno się dziwić, że goście uwielbiają odwiedzać nasze miasto. Nasze miasto ma do zaproponowania wiele atrakcji, których wymieniać tutaj chyba nie trzeba. Jednak w tym zachwycie nad zwiększającą się ilością turystów w grodzie Kraka pojawia się pewna skaza.
Nie rozdeptujcie nam miasta
Bez wątpienia turystyka to opłacalny interes dla miasta. Kraków rocznie „zarabia” na tej gałęzi gospodarki nawet 9 mld złotych. Oczywiście tylko część tych pieniędzy zasila budżet miasta, ale reszta napędza lokalną gospodarkę. Jednak wspomnianą skazą jest przerost turystyki i zmęczenie mieszkańców zalewem wszędobylskich gości, którzy muszą zajrzeć w każdy zakątek miasta, zawyżając koszty życia. Coraz częściej pojawia się więc pytanie o skuteczne zarządzanie turystyką. Na zachodzie Europy doszło nawet do tego, że mieszkańcy kilku miast organizowali protesty przeciwko napływowi turystów.
W Barcelonie czy Amsterdamie protesty koncentrują się wokół hałasu, tłumów i „imprezowej” turystyki, która wypiera lokalną społeczność z centrum. Na Wyspach Kanaryjskich dziesiątki tysięcy ludzi wychodzi na ulice, wskazując na rosnące koszty życia i degradację środowiska.
W Wenecji i Lizbonie problemem stały się przede wszystkim najmy krótkoterminowe i wyludnianie historycznych dzielnic, które przestają pełnić funkcję mieszkalną. Coraz częściej protesty przybierają charakter skoordynowany. W 2025 roku demonstracje odbyły się równolegle w wielu miastach, co pokazuje, że „turystyfikacja” przestaje być lokalnym problemem, a staje się jednym z wyzwań współczesnych europejskich metropolii.
Zarządzanie turystyką po europejsku
Trudno nie odnieść tych zachodnioeuropejskich problemów do Krakowa. Mieszkańcy naszego miasta mogą narzekać na masową turystykę tak samo jak osoby mieszkające w Paryżu, Barcelonie czy innych miastach. Wiele problemów się powtarza, a są nimi m.in. wysokie ceny nieruchomości – zarówno kupna, jak i najmu, wysokie ceny towarów i usług, wzmożony ruch na ulicach, a nawet chodnikach, hałas czy wreszcie gentryfikacja.
Co ciekawe, ten problem zdają się dostrzegać władze Krakowa. Nasze miasto bowiem konsekwentnie rozwija model zrównoważonej turystyki, który ma godzić potrzeby odwiedzających i mieszkańców, stawiając nie na ilość, lecz na jakość doświadczeń. W tym celu miasto realizuje liczne projekty – m.in. międzynarodową współpracę w ramach programów takich jak „Tourism in Balance” czy inicjatywy związane z turystyką kulturową – aby lepiej kontrolować ruch turystyczny i jego wpływ na przestrzeń miejską. W praktyce oznacza to coraz większy nacisk na świadome zarządzanie turystyką, tak by wspierała ona rozwój miasta, nie obniżając jakości życia mieszkańców ani nie obciążając nadmiernie środowiska i infrastruktury.
Czy osiągnięcie balansu jest w ogóle możliwe? Wydaje się, że czasu się już nie cofnie i na przykład taki Rynek Główny już nigdy nie wróci do Krakowian. Zamiast tego będzie okupowany przez turystów – tym magicznym placem, gdzie ceny w restauracjach odstraszają lokalsów. Swojej mieszczańskiej tradycji trzyma się jeszcze Kazimierz, ale i tam biznes turystyczny coraz bardziej wpycha się swoimi ma(y)ckami.
Przeczytaj także: Kazimierz na sprzedaż? Spór, który wstrząsa Krakowem
Polska to nie tylko Kraków
Kraków jako wizytówka Polski i miasto przyciągające rzesze turystów powinno skorzystać ze swojej pozycji i próbować kierować ruch turystyczny w inne miejsca kraju. Nie chodzi o to, żeby wyrzucić gości z miasta, ale przekonać ich do odwiedzenia innych miejsc. To właśnie przemyślane zarządzanie turystyką może pomóc w równomiernym rozłożeniu ruchu. Polska, choć nie ma atrakcji zapierających dech w piersiach, wciąż jest warta odwiedzenia. Innymi słowami, mamy się czym pochwalić. I nie jest nią wyłącznie Kopalnia Soli w Wieliczce, Muzeum Auschwitz czy wiecznie rozdeptywane Tatry.
O kierunki, które (poza Krakowem) wybierają zagraniczni turyści warto spytać pilotów wycieczek. Jedna z nich powiedziała mi, że dużą popularnością cieszy się Gdańsk oraz Warszawa.
„Nie powiem nic odkrywczego, że dużą popularnością oprócz Krakowa cieszy się Gdańsk, Warszawa i Wrocław. Smutna prawda jest jednak taka, że numerem jeden wśród turystów z zagranicy jest Auschwitz” – mówi Justyna Kozieł, przewodniczka i właścicielka firmy JustGoPoland.

Zarządzanie turystyką potrzebne na wczoraj
Skoro Polska to dla turystów Kraków i Auschwitz, to potrzebne są skoordynowane działania systemowe, które pokazałyby ludziom, że istnieją w naszym kraju miejsca warte uwagi. A tych przecież nie brakuje i każdy może wymienić przynajmniej dziesięć takich miejsc.
W wielu miastach Europy wprowadzono już konkretne rozwiązania mające ograniczyć negatywne skutki nadmiernej turystyki. Barcelona czy Amsterdam ogranicza liczbę mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy, aby zatrzymać wyludnianie centrów i apowstrzymać wzrost cen. W innych miejscach wprowadza się opłaty turystyczne, które mają rekompensować obciążenie infrastruktury oraz przestrzeni publicznej.
Coraz popularniejsze stają się także regulacje wymierzone w tzw. turystykę imprezową, np. ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu. Równolegle miasta próbują rozpraszać ruch turystyczny, promując mniej oczywiste dzielnice i atrakcje poza ścisłym centrum. Takie działania wpisują się w świadome zarządzanie turystyką. Mogłyby zostać zastosowane również w Krakowie, jeśli miasto rzeczywiście chce znaleźć równowagę między interesem turystów a jakością życia mieszkańców.
Pytanie więc nie brzmi już, czy Kraków potrzebuje turystów, ale czy potrafi nad nimi zapanować, zanim sam stanie się ich ofiarą. Bo jeśli miasto przestanie być miejscem do życia dla mieszkańców, to z czasem przestanie być też prawdziwą atrakcją dla odwiedzających.
Autor: Mateusz Tomanek