Dług Krakowa szybko rośnie. Co może nam grozić, jeśli nadal będzie rósł?

Zadłużenie Krakowa wciąż rośnie, a brak konkretnego planu może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Jakich? Sprawdziliśmy, co grozi miastu i jego mieszkańcom, jeśli władze nie podejmą działań, aby opanować narastający dług

Zadłużenie Krakowa sięga już około 9,89 mld zł. Jest to najwyższa kwota w odniesieniu do całego kraju i nawet stolica nie ma takich zobowiązań. Choć zasadne jest zadanie pytania o to, kto doprowadził do takiego sytuacji, to w tym momencie nie jest ono aż tak ważne. Trzeba bowiem zapytać się o to, co może się stać, jeśli władze Krakowa nie zajmą się to sprawą. Jednym słowem: co nam grozi w najbliższej przyszłości?

Zadłużenie Krakowa a przepisy. Jakie są limity długu?

Zadłużenie Krakowa nie oznacza jeszcze przekroczenia ustawowych limitów. Prawo nie działa bowiem jak czerwona lampka, która zapala się po przekroczeniu określonej kwoty. Każde miasto ma inny limit, na który wpływają dochody, wydatki i nadwyżki wypracowane w poprzednich latach. Bogate miasto może więc udźwignąć większy dług niż samorząd o znacznie mniejszych dochodach. W ustawie nie chodzi wyłącznie o wysokość zadłużenia, ale przede wszystkim, czy miasto jest w stanie ten dług później spłacać bez paraliżowania normalnego funkcjonowania.

Tutaj do głosu dochodzą artykuły 242 i 243 ustawy o finansach publicznych. Pierwszy z nich mówi, że miasto nie powinno na stałe finansować swoich codziennych wydatków długiem. Chodzi o takie rzeczy jak pensje, utrzymanie szkół, komunikacji, urzędów czy usług komunalnych. Z kolei art. 243 określa, jak duże mogą być w danym roku raty kredytów, wykup obligacji i odsetki w stosunku do możliwości finansowych miasta.

Będzie gorzej?

Jeśli finanse pogarszają się tak bardzo, że miasto nie może uchwalić budżetu zgodnie z tymi zasadami, może zacząć działać art. 240a. Wtedy Regionalna Izba Obrachunkowa może wezwać samorząd do przygotowania programu naprawczego. To coś w rodzaju finansowego planu ratunkowego. Zgodnie z nim miasto musi pokazać, jak chce ograniczyć wydatki, poprawić dochody i odzyskać zdolność do normalnego finansowania swoich zadań. Tu zaczynają się pierwsze schody, ponieważ w czasie takiego programu pole manewru miasta jest mocno ograniczone. Trudniej rozpoczynać nowe inwestycje finansowane kredytami, pojawiają się ograniczenia części wydatków, a finanse miejskie są znacznie mocniej kontrolowane przez RIO. Jeśli władze nie przygotuje dobrego programu albo sytuacja nadal się pogarsza, Regionalna Izba Obrachunkowa może nawet ustalić budżet za miasto.

W skrajnym przypadku problemy finansowe mogą więc oznaczać, że samorząd traci dużą część swobody. Nadal działa i wykonuje swoje podstawowe zadania, ale o nowych wydatkach i inwestycjach nie decyduje już tak swobodnie jak wcześniej. Dlatego największym zagrożeniem nie jest sam wysoki dług, tylko moment, w którym jego obsługa zaczyna zjadać coraz większą część budżetu.

Zadłużenie Krakowa - widok na magistrat
Siedziba UMK, pałac Wielopolskich, fot. Redakcja

Zadłużenie Krakowa blisko limitu. RIO ostrzega

Zadłużenie Krakowa budzi jednak coraz większe obawy. Finanse miasta są jednak napięte, a sama RIO zwracała już uwagę, że poziom zadłużenia jest bardzo wysoki. W opinii do projektu Wieloletniej Prognozy Finansowej Krakowa izba napisała wprost, że zadłużenie miasta „zbliża się do maksymalnej wysokości dopuszczalnej przepisami prawa”.

Problem polega przede wszystkim na tym, że na lata 2027–2029 Kraków nie spełnia zwykłego wskaźnika z art. 243 ustawy o finansach publicznych. RIO potwierdziła, że w prognozie Krakowa wskaźnik ten nie będzie spełniony w tych latach.

Skoro prognozy dla Krakowa są tak złe, to jak to się dzieje, że miasto wciąż może bez problemu uchwalać budżet? Dzieje się tak, ponieważ do końca 2029 roku działają przepisy przejściowe. Do końca 2029 roku samorządy mogą korzystać z pewnego wyjątku od zwykłych zasad zadłużenia. Mówiąc najprościej, nawet jeśli miasto nie spełnia standardowego wskaźnika z art. 243, nadal może uchwalać budżet, ale pod jednym ważnym warunkiem. Łączny dług miasta nie może przekroczyć 100 proc. odpowiednio liczonych rocznych dochodów.

W przypadku Krakowa oznacza to, że miasto może przez kilka lat korzystać z łagodniejszych zasad, ale nie może zadłużać się bez końca. Regionalna Izba Obrachunkowa wyliczała, że w najbardziej napiętych latach Kraków zbliża się do około 95 proc. tego limitu. Innymi słowy, margines jeszcze jest, ale nie jest już bardzo duży.

Na razie mamy czas

Krakowowi dzisiaj nie grozi natychmiastowy program naprawczy, ale lata po 2029 roku są ważnym testem dla finansów miasta. Jeżeli uda się zrealizować założenia dotyczące dochodów, wydatków i nadwyżki operacyjnej, Kraków powinien zmieścić się w ustawowych limitach. Jeżeli jednak dochody okażą się niższe, wydatki wyższe albo miasto zaciągnie więcej długu, sytuacja może się zrobić poważna.

W kontekście przedterminowych wyborów w Krakowie należy więc zadać pytanie: co kandydaci na to stanowisko zamierzają zrobić w tej sytuacji? Nieco ponad trzy lata, to sporo czasu, ale bez konkretnego planu po 2030 roku możemy w Krakowie mieć bardzo ciężką sytuację.

Wysłaliśmy zapytanie w tej sprawie do sztabów Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej.

Odpowiedź Łukasza Gibały:

Po pierwsze, powinniśmy lobbować w temacie opłaty turystycznej – i to nie w wysokości 5 zł, ale 20 zł, co uważam za stawkę rozsądną. Zyskalibyśmy z tego ponad 200 mln zł, co pozwoliłoby zredukować deficyt budżetu miasta o 1/5. Po drugie, będę domagać się ustawy metropolitalnej – którą przecież dostał już Gdańsk, a która mogłaby przynieść aglomeracji krakowskiej nawet pół miliarda złotych rocznie. Po trzecie, zwiększymy bazę podatkową. Każdy dodatkowy podatnik CIT to około 7 tysięcy złotych rocznie wpływu do budżetu miasta. Baza podatkowa Krakowa jest zaskakująco niska. Jeżeli chodzi o podatek CIT, to w Krakowie dostajemy około 600 złotych na mieszkańca, a w Gdańsku 1200 złotych. Nie porównując nawet do Warszawy. Należy zadać pytanie, dlaczego w Gdańsku dochód do budżetu miasta z CIT-u jest dwa razy wyższy niż w Krakowie? Przecież to absurdalne.

To pokazuje, że model rozwoju gospodarczego Krakowa wymaga pewnego przedefiniowania. Centra usług wspólnych transferowały zyski za granicę, bo były to firmy w większości zagranicznych koncernów. W efekcie nie płaciły tutaj CIT-u. Dlatego proponujemy stworzenie na terenach Nowej Huty hubu innowacyjności. Chcemy pomagać krakowskim startupom i krakowskim firmom, ale także przyciągać firmy spoza Krakowa – z branż, w których obecnie zachodzą wielkie światowe rewolucje: sztucznej inteligencji, automatyki i robotyki, robotów humanoidalnych czy eksploracji kosmosu. Kraków ma ogromny potencjał. Mamy świetne uczelnie i świetne startupy, tylko w tym wszystkim brakuje konkretnego wsparcia ze strony miasta. To wszystko spowodowałoby, że wpływy z PIT-u i CIT-u byłyby znacznie wyższe.

Działania należy jednak rozpocząć od rzetelnego audytu urzędu miasta, spółek i jednostek miejskich. Wyniki audytu finansowego dadzą nam jasność, co do realnego stanu miejskich finansów. Konieczne będą również ograniczenia wydatków, chociażby na promocję czy miejskie media, które do tej pory służyły przede wszystkim promowaniu władz miasta. Kraków jest już świetnie wypromowany, jeśli chodzi o turystykę. Nie potrzebujemy dodatkowej promocji, na którą przeznaczamy kilkanaście milionów złotych. 

Musimy szukać oszczędności – to konieczność, ale z pewnością nie kosztem mieszkańców.

W momencie pisania tego artykułu, nie otrzymaliśmy odpowiedzi od sztabu Moniki Piątkowskiej.

Co można zrobić?

Brak planów obu kandydatów nie oznacza, że nic nie można zrobić. Nie się jednak wyjść z zadłużenia jednym ruchem. W opinii RIO czytamy, że „należy podjąć długookresowe działania oszczędnościowe […] bieżąco monitorować poziom zaciąganych zobowiązań i dokonywanych wydatków”. Instytucja dodaje też, że „uzyskanie zaplanowanych nadwyżek operacyjnych […] jest kluczowe dla stabilności finansowej Gminy Miejskiej Kraków”. Prościej mówiąc, to RIO zaleca Krakowowi wieloletnie oszczędności, kontrolę nowych zobowiązań oraz pilnowanie, by wydatki nie rosły szybciej niż rzeczywiście osiągane dochody. Jednocześnie zaznacza, że planowane przez miasto nadwyżki są obarczone „dużym ryzykiem”.

Władze miasta mogą również próbować zwiększać dochody. Część zależy od sytuacji gospodarczej i wpływów podatkowych, a część od decyzji samego samorządu, na przykład dotyczących miejskiego majątku czy niektórych opłat. Tu jednak pojawia się druga strona medalu: niektóre sposoby zwiększania dochodów mogą oznaczać większe obciążenia dla mieszkańców. Dlatego nie ma jednego bezbolesnego sposobu na poprawienie finansów miasta.

Trzeba coś zrobić

Sytuacja Krakowa jest trudna, ale nie beznadziejna. Miasto ma bardzo wysoki dług i w najbliższych latach korzysta z łagodniejszych przepisów dotyczących limitów zadłużenia. Prawdziwy test przyjdzie jednak po 2029 roku. Zadłużenie Krakowa samo się nie zmniejszy. Władze będą musiały ograniczyć wzrost bieżących wydatków, zwiększyć nadwyżkę operacyjną i ostrożniej zaciągać nowe zobowiązania. Pytanie jednak, czy kandydaci mają świadomość skali problemu i konkretny plan jego rozwiązania.

Tekst: Mateusz Tomanek

POLECANE