W 2016 roku w Krakowie ruszył system Wavelo, który dla wielu mieszkańców stał się symbolem wygody, jaką dawały rowery miejskie. Kraków dawał wynajem rowerów na godziny, ponad 160 stacji i 1500 nowoczesnych jednośladów. Wszystko to tworzyło niemal idealne rozwiązanie. Dziś jednak miasto oferuje już tylko najem długoterminowy. Czy to wystarczy mieszkańcom?
17 marca 2026 roku władze miasta ogłosiły zakup kolejnych 500 rowerów do wypożyczalni LajkBike. Wypożyczalnia ta jednak nijak ma się do tego, co przed laty proponował system Wavelo. Obecnie Krakowianie mają dostęp do miejskiego roweru, ale wyłącznie w modelu comiesięcznej opłaty abonamentowej, którą opłacają przez cały rok. Do dyspozycji jest (póki co) 500 klasycznych rowerów i 500 elektrycznych. Dostęp do LajkBike jest jednak mocno utrudniony i tylko nieliczni szczęśliwcy go mają

Nowy, stary system
Mimo tego, że miasto chwali się pozytywnymi opiniami użytkowników, radni z Klubu Radnych Kraków dla Mieszkańców przygotowali projekt uchwały o przywróceniu w naszym mieście rowerów „na godziny”. Urzędnicy miejscy przeanalizowali możliwość powrotu do cieszącego się przed laty ogromną popularnością systemu.
„Wniosek jest jednoznaczny: najkorzystniej wypadł właśnie rozwój najmu długoterminowego, czyli model zbliżony do obecnego LajkBike” – czytamy na stronie krakow.pl.
Co się stało z Wavelo?
W 2019 roku nad Wavelo zawisły „czarne chmury”, ponieważ operator systemu stwierdził, że dotychczasowy model jest nierentowny. Rozmowy między operatorem systemu a miastem Kraków zakończyły się fiaskiem. Powodem były kwestie finansowania. Operator, firma BikeU chciał renegocjować umowę proponował wprowadzenie dopłat ze strony miasta. Władze Krakowa nie zgodziły się jednak na zmianę warunków ze względu na brak podstaw prawnych do modyfikacji umowy. Zakwestionowały również skuteczność jej wypowiedzenia przez operatora. Miasto nie było także zainteresowane przejęciem systemu. W efekcie krakowski miejski rower został wygaszony z końcem 2019 roku.
Co ciekawe, po czterech latach urzędnicy zdecydowali się jednak na zakup miejskich rowerów. Woleli jednak kupić zupełnie nowe maszyny, zamiast pozostać przy znanych już mieszkańcom rowerach Wavelo.
Stare rowery miejskie. Kraków wróci do Wavelo?
Uchwała radnych w sprawie powrotu do roweru „na godziny” nasuwa pytanie o jego popularność w obecnych czasach. W 2029 roku BikeU twierdziła, że ludzie zamieniają rowery na hulajnogi elektryczne. Wiele wskazuje na to, że trend utrzymuje się do dzisiaj.
W polskich miastach w ostatnich latach rośnie przewaga hulajnóg elektrycznych nad rowerami miejskimi, co widać w zmianach zachowań użytkowników i decyzjach samorządów. Jak wskazuje artykuł PAP, „na rynku pojawiły się firmy, które oprócz rowerów miały hulajnogi i skutery”. W efekcie część miast zrezygnowała z rowerów publicznych lub ograniczyła ich funkcjonowanie. Rowery nadal pełnią istotną rolę, ale częściej jako środek rekreacyjny lub uzupełniający transport. Ogólny trend wskazuje jednak, że mikromobilność w postaci hulajnóg przejęła część funkcji dawniej pełnionych przez rower miejski.
Ile to kosztuje? Wavelo vs LajkBike
W czasach Wavelo model był prosty: zapłacić i jechać. Bez abonamentu godzina jazdy kosztowała około 11,40 zł. Były też pakiety i abonamenty, ale to możliwość wypożyczenia „na chwilę” była największym atutem systemu.
Dzisiaj w systemie LajkBike nie płacimy za przejazd, tylko za czas posiadania roweru. Miesięczny abonament wynosi obecnie 33 zł za rower tradycyjny oraz 89 zł za elektryczny. Tu pojawia się zasadnicza różnica.
Wavelo było systemem idealnym na szybki dojazd i krótką trasę. LajkBike jest rozwiązaniem bardziej przypominającym leasing niż klasyczną wypożyczalnię.
Co to oznacza w praktyce?
Jeśli ktoś korzystał z roweru okazjonalnie, na przykład dwa, trzy razy w tygodniu po godzinie, to Wavelo było rozwiązaniem wygodniejszym i często tańszym. Płacił tylko wtedy, gdy faktycznie jechał.
Z kolei LajkBike opłaca się przede wszystkim tym, którzy chcą mieć rower „na stałe”: do codziennych dojazdów do pracy, szkoły czy na uczelnię. W takim przypadku 33 zł miesięcznie to koszt symboliczny – znacznie niższy niż utrzymanie własnego roweru.
Problem w tym, że oba modele odpowiadają na zupełnie inne potrzeby. A Kraków – przynajmniej na razie – wybiera tylko jeden z nich.

Czas na kompromis
Jeśli Kraków naprawdę chciałby pogodzić potrzeby różnych użytkowników, rozwiązanie wydaje się zaskakująco proste. Nie trzeba wybierać między jednym modelem a drugim. Wystarczy je połączyć.
System „na godziny” nie musiałby być tak rozbudowany jak dawniej Wavelo. Wystarczyłoby go ograniczyć, co pozwoliłoby zmniejszyć koszty, a jednocześnie przywrócić funkcjonalność, której dziś najbardziej brakuje. Najważniejsze byłoby jednak rozmieszczenie stacji. Taki system powinien działać tam, gdzie faktycznie jest potrzebny:
- w ścisłym centrum,
- przy dużych węzłach komunikacyjnych,
- w rejonach uczelni,
- w miejscach turystycznych.
Pozostaje kwestia pieniędzy. I tutaj również nie trzeba odkrywać Ameryki. System mógłby być finansowany w modelu mieszanym:
- częściowo przez miasto (jako element transportu publicznego),
- częściowo przez operatora prywatnego,
- częściowo przez reklamy i sponsorów.
Możliwe byłoby także wprowadzenie niewielkiej dopłaty miejskiej do każdego przejazdu – dokładnie tak, jak ma to miejsce w komunikacji zbiorowej.
W praktyce oznacza to jedno: Kraków nie musi wracać do Wavelo w tej samej formie. Może stworzyć coś mniejszego, tańszego i lepiej dopasowanego do dzisiejszych realiów. Pytanie tylko, czy naprawdę chce.
Autor: Mateusz Tomanek