Kraków znów dopłaca do stadionów Wisły i Cracovii. Spirala wydatków trwa

W pierwszej połowie kwietnia 2026 roku miasto poinformowało o planowanej modernizacji oświetlenia, która obejmie dwa stadiony w Krakowie. Inwestycja będzie kosztowała 33 684 713,29 zł, z czego 6 298 768,29 zł stanowi wkład własny miasta, a pozostałą kwotę pokryje wsparcie WFOŚiGW

Crystal Palace gra z Szachtarem Donieck mecz półfinałowy Ligi Konferencji na Stadionie Wisły, fot. Redakcja Kraków Live

Choć inwestycja jeszcze się nie zaczęła, to urzędnicy już teraz chwalą się, że przyniesie ona oszczędności w zużyciu energii. Dodatkowo, nowe oświetlenie ma zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o około 40 ton rocznie. Nic tylko otwierać korki szampana. Nie za dużo, bo szampan to dwutlenek węgla przecież.

W cieniu tych wspaniałych wiadomości pozostaje jeden, dziś pomijany fakt. Czy stadiony w Krakowie – budowane z myślą o relatywnie słabej lidze – były poważnym błędem?

Europa gra inaczej

Włochy to jeden z krajów, w których piłka nożna jest uznawana niemal za religię. Tamtejsza liga stoi na zdecydowanie wyższym poziomie niż ekstraklasa, a kibice są nad wyraz wierni swoim klubom. Tam, gdzie kibice piłkarscy nie darzą się szczególną sympatią, możliwe jest utrzymanie jednego stadionu miejskiego dla dwóch wybitnych drużyn. Przykład? AS Roma i Lazio grają na tym samym stadionie i nikomu się krzywda nie dzieje. Podobnie jest w Mediolanie, gdzie AC i Inter również grają w tym samym miejscu. A w Krakowie?

Budowa stadionu Wisły Kraków kosztowała około 550–600 mln zł, natomiast stadion Cracovii kolejne 150–160 mln zł. Łącznie daje to ponad 700 mln zł wydanych z publicznych pieniędzy. Gdyby oba te obiekty przynajmniej same się spłacały, to można by ocenić te inwestycje pozytywnie. Mimo tego, że kibice raczej tłumnie przychodzą na mecze zarówno Wisły jak i Cracovii, to obiekty pozostają jednak obciążeniem dla miejskiego budżetu.

Nic za darmo

Wisła Kraków nie gra na stadionie przy Reymonta za darmo, ale skala opłat i ich relacja do wartości obiektu jest co najmniej dyskusyjna. W ostatnich latach czynsz za jeden mecz wynosił około 150–200 tys. zł (w 2024 r. ok. 202 tys. zł brutto za spotkanie). W skali roku daje to około 4–4,5 mln zł za korzystanie ze stadionu. Problem w tym, że nawet przy takich wpływach miasto nadal dopłaca do funkcjonowania obiektu. W 2023 roku było to ok. 933 tys. zł „na minusie”. Innymi słowy: klub płaci miliony, ale stadion i tak się nie spina finansowo.

W przypadku Cracovii sytuacja wygląda nieco inaczej. Klub jest operatorem obiektu i płaci miastu około 400 – 500 tys. złotych (według „Gazety Krakowskiej”). Jednocześnie klub przejął na siebie koszty utrzymania stadionu, które sięgają kilku milionów złotych rocznie – szacunkowo ok. 3–6 mln zł. W efekcie Cracovia płaci mniej do budżetu miasta niż Wisła, ale w zamian bierze na siebie realne koszty funkcjonowania obiektu.

Stadion Wisły nie był tani, to fakt, ale to nie koszt jest tu problemem. Wielkie miejskie inwestycje są drogie i nie zawsze wszystko co najtańsze jest najlepsze. Powoli trzeba odchodzić o jedynego słusznego kryterium, jakim jest cena. Problem tkwi jednak gdzie indziej.

Za kwotę około 600 mln złotych Krakowianie otrzymali obiekt, który nie tylko nie zachwyca, ale po prostu jest brzydki. To właśnie w takim kontekście pojawia się pytanie o stadiony w Krakowie. Za niewiele więcej, bo 730 mln złotych (w odniesieniu do skali inwestycji), we Wrocławiu zbudowano stadion miejski na 42 tys. widzów, podczas gdy krakowski obiekt pomieści 33 tys. W Poznaniu stadion Lecha również mieści 42 tys. osób i kosztował 747 mln złotych. Na tle tych inwestycji obiekt przy Reymonta wygląda tak, jakby ktoś uznał, że wystarczy, by był duży i solidny, a cała reszta to już opcjonalny luksus.

Stadiony w Krakowie to wizytówka

Stadion jest dla naszego miasta taką samą wizytówką jak Tauron Arena czy Filharmonia. Ten miejski obiekt jednak nią nie jest, ponieważ jedynymi kibicami, którzy przyjeżdżają tutaj na mecze są rodzimi fani klubowej piłki. No, może poza kibicami Szachtara Donieck, który podnajmuje stadion od Wisły na swoje mecze z powodu działań wojennych. Jednak na mecze Reprezentacji nie mamy co liczyć, bo ta woli grać w miejscach, które są bardziej reprezentacyjne. I tu pojawia się pewna ironia, ponieważ Kraków jest miastem, które może być uznawane za kolebkę piłki nożnej w naszym kraju (poza Lwowem, gdzie powstał pierwszy polski klub – Pogoń Lwów).

Ironią jest więc fakt, że nasze miasto ma wcale niemały wkład w rozwój piłki kopanej, ale cały czas nie ma stadionu z prawdziwego zdarzenia, który mógłby konkurować z Wrocławiem, Poznaniem czy Gdańskiem. Zamiast jednego dobrego obiektu mamy dwa stadiony w Krakowie, z których żaden nie jest na miarę naszego miasta.

Nie może być jednak tak, że w Krakowie kompletnie nic nie gra. Stadion Wisły choć wygląda na pracę skacowanego studenta architektury, to ma pewien plus. A jest nim pojemność. 33 tys. widzów na miasto wielkości Krakowa wydaje się w zupełności wystarczające. Tarczyński Arena we Wrocławiu mieści 42 771 osób, a średnia frekwencja Śląska w sezonie 2024/25 wyniosła 22 479 widzów, czyli mniej więcej 53 proc. pojemności. Z kolei Polsat Plus Arena w Gdańsku też zwykle nie jest pełna. Według sprawozdania Lechii średnia frekwencja w sezonie 2024/25 wyniosła 11 999 widzów. W pojedynczych kolejkach bywało to około 10–18 tys. osób, np. 10 452 widzów w 24. kolejce 2024/25 i 17 642 w 26. kolejce 2025/26, co odpowiada mniej więcej 25–42 proc. zapełnienia dużego stadionu. W Krakowie w sezonie 2025/2026 średnia frekwencja sięga około 26 000 widzów, co daje 75–80 proc. W polskich warunkach, to bardzo solidny wynik.

Płacz przed rozlanym mlekiem

Ta dyskusja wraca dziś nie dlatego, że ktoś nagle zatęsknił za rozliczaniem przeszłości, ale dlatego, że kolejne miejskie inwestycje aż proszą się o porównania. Każdy nowy projekt powinien nam przypominać, ile kosztowały poprzednie oraz że ich skutki wciąż są odczuwalne w budżecie miasta. Brak refleksji oznacza ryzyko, że historia się powtórzy, tylko na inną skalę i w innym miejscu.

Autor: Mateusz Tomanek

POLECANE