Referendum w Krakowie rozpaliło emocje zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników Aleksandra Miszalskiego. Jego obrońcy nawołują mieszkańców do pozostania w domach, podczas gdy druga strona przekonuje, że polityczne dni prezydenta są już policzone. W natłoku wzajemnych oskarżeń łatwo jednak zgubić najważniejsze pytanie: o co właściwie chodzi w tym głosowaniu i co może wydarzyć się po referendum?

Już 26 maja 2026 roku Krakowianie będą mogli zdecydować o przyszłości Aleksandra Miszalskiego na stanowisku prezydenta Krakowa. W Krakowie zarysował się widoczny podział wśród mieszkańców na zwolenników i przeciwników. Pierwsi mówią o zaplanowanej akcji mającej na celu przejęcie władzy w Krakowie. Z kolei drudzy wskazują, że referendum jest świętem demokracji i prawem mieszkańców do decydowania o sobie. Do tego jest wcale nie mała grupa osób, które nie orientują się i nie śledzą tych wydarzeń. Ten artykuł jest przede wszystkim dla nich.
Jak doszło do referendum w Krakowie?
Temat referendum w Krakowie zaczął nabierać realnych kształtów po wyborach samorządowych z 2024 roku, które Aleksander Miszalski wygrał bardzo niewielką przewagą nad Łukaszem Gibałą. Zdobył wtedy 133 703 głosy. Na jego kontrkandydata oddano 128 269 głosów, dlatego polityczny mandat od początku uznawano za dość kruchy.. Dyskusja o możliwym odwołaniu Miszalskiego pojawiła się już w drugiej połowie 2025 roku, jednak prawdziwy punkt zapalny nastąpił na przełomie 2025 i 2026 roku. To właśnie wtedy magistrat ogłosił wprowadzenie Strefy Czystego Transportu (SCT), zakładającej ograniczenia dla starszych samochodów praktycznie na terenie całego Krakowa.
Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu w Krakowie było związane z unijnymi przepisami dotyczącymi jakości powietrza. Chodzi przede wszystkim o dyrektywę 2008/50/WE Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącą jakości powietrza oraz czystszego powietrza dla Europy. Dokument zobowiązuje państwa członkowskie do ograniczania poziomu szkodliwych substancji, m.in. tlenków azotu i pyłów zawieszonych. Polska przez lata przekraczała dopuszczalne normy, za co w 2018 roku została skrytykowana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Władze Krakowa argumentowały więc, że SCT ma pomóc miastu dostosować się do wymogów UE i ograniczyć emisję spalin pochodzących głównie z transportu samochodowego.
Początkowo sprawa nie budziła większych emocji, jednak pod koniec 2025 roku mieszkańcy poznali szczegóły dotyczące Strefy Czystego Transportu. Według Interii właśnie wtedy zaczęły gwałtownie spadać notowania Aleksandra Miszalskiego, a temat referendum w Krakowie zaczął coraz mocniej przebijać się do debaty publicznej.
SCT na siłę
Mimo licznych protestów Strefa Czystego Transportu weszła w życie 1 stycznia 2026 roku. Decyzja wywołała falę niezadowolenia, szczególnie wśród kierowców dojeżdżających do Krakowa z okolicznych miejscowości. Krytycy zarzucali władzom miasta, że SCT została przygotowana zbyt radykalnie i bez odpowiednich konsultacji społecznych. Równocześnie mieszkańców zaczęły irytować inne decyzje magistratu. Chodziło m.in. o zapowiedzi podwyżek cen biletów MPK, wydłużenie godzin płatnego parkowania oraz plan wprowadzenia opłat za parkowanie w niedziele. Wszystko to sprawiło, że temat odwołania Miszalskiego zaczął coraz mocniej przebijać się do publicznej debaty.
W rezultacie 27 stycznia 2026 rozpoczęła się zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum odwoławcze. Organizatorzy przekonywali, że nie chodzi wyłącznie o SCT, ale o „cały styl zarządzania miastem”. Wśród zarzutów wobec Miszalskiego pojawiały się także oskarżenia o zadłużanie Krakowa, „kolesiostwo”, niespełnianie obietnic wyborczych i chaos organizacyjny w mieście.
Głos ludu
Jaki był efekt? Wraz ze wzrostem liczby podpisów widoczna była panika Aleksandra Miszalskiego. Już w lutym tego roku prezydent zaczął wycofywać się z części najbardziej krytykowanych decyzji. Pierwszą ofiarą był szef Zarządu Transportu Publicznego Łukasz Franek. Następnie prezydent zapowiedział korektę zasad funkcjonowania SCT. rezygnowano też z części planowanych podwyżek i opłat parkingowych dla mieszkańców. W efekcie referendum w Krakowie zaczęło być postrzegane jako symbol szerszego sprzeciwu wobec polityki władz miasta.
Na początku kwietnia 2026 roku komisarz wyborczy oficjalnie ogłosił termin referendum na 24 maja 2026 roku. Od tego momentu konflikt wokół Krakowa stał się tematem ogólnopolskim. Media i komentatorzy zaczęli przedstawiać referendum nie tylko jako lokalny spór o transport czy parkowanie, ale również jako polityczny test dla Koalicji Obywatelskiej i zarządzania dużymi miastami w Polsce.
Czy referendum w Krakowie może odwołać Miszalskiego?
Przeciwnikom Miszalskiego nie sposób odmówić konsekwencji i uporu. Co by nie powiedzieć, to zebrali imponującą liczbę podpisów i doprowadzili tym samym do referendum odwoławczego w drugim co do wielkości mieście Rzeczypospolitej. Eksperci twierdzą jednak, że organizacja głosowania nie oznacza jeszcze realnej szansy na odwołanie prezydenta Krakowa.
Politolog prof. Andrzej Piasecki w rozmowie z serwisem Bankier.pl zwraca uwagę, że lokalne referenda odwoławcze w Polsce bardzo często upadają z powodu zbyt niskiej frekwencji, a średnia frekwencja w takich głosowaniach wynosi zwykle około 17–18 proc. W Krakowie potrzeba około 27 proc. uprawnionych do głosowania, by referendum było ważne, czyli co najmniej 158 555 osób. Co ciekawe, to pojawiają się sondaże, w których widać dużą mobilizację przeciwników prezydenta. Pamiętajmy jednak, że deklaracje składane w sondażach często nie przekładają się później na rzeczywistą frekwencję przy urnach, dlatego ostateczny wynik pozostaje trudny do przewidzenia.
Czy odwołanie Miszalskiego jest realne?
W Polsce zdarzały się już sytuacje, w których mieszkańcy odwoływali swojego prezydenta, burmistrza czy wójta, choć były one stosunkowo rzadkie. Najgłośniejszym przypadkiem była Łódź, gdzie w 2010 roku mieszkańcy odwołali prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. W 2009 roku podobny los spotkał prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego, a w 2012 roku mieszkańcy Bytomia zdecydowali o odwołaniu prezydenta miasta Piotra Koja oraz rady miejskiej. Skuteczne referenda odbywały się również w mniejszych miejscowościach, m.in. w Częstochowa, Sopot czy Nidzica.
24 maja 2026 roku mieszkańcy Krakowa zdecydują nie tylko o politycznej przyszłości Aleksandra Miszalskiego. Tego dnia okaże się również, czy kierunek zmian obrany przez władze miasta nadal ma społeczne poparcie. Nawet jeśli referendum w Krakowie okaże się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji, sam wynik głosowania będzie ważnym sygnałem politycznym. Odczytają go zarówno władze Krakowa, jak i przedstawiciele innych dużych miast w Polsce.
Czytaj także: Zarządzanie Krakowem nie nadąża za zmianami. Czy system działa?
Autor: Mateusz Tomanek