Inwestycje w Krakowie wymykają się spod kontroli. Miasto znów cofa decyzje

Plac Marii Magdaleny w centrum Krakowa ma znów się zazielenić. Problem w tym, że kilka lat temu miasto już go „zrewitalizowało” ograniczając zieleń. Dziś wraca do wcześniejszej koncepcji. To nie jest odosobniony przypadek – podobny schemat widać także na Rynku Głównym, co dobrze pokazuje, jak wyglądają inwestycje w Krakowie

Przez 41 lat Rynek Główny w Krakowie ozdabiała fontanna projektu prof. Wiktora Zina. W ciągu niemalże pół wieku zdążyła wrosnąć w to miejsce i zasłużyć na miano „kultowej”. Plac Marii Magdaleny to miejsce, które przez wiele lat było oazą zieleni w zwartej średniowiecznej zabudowie starego miasta. Wszystko to poszło z przysłowiowym dymem, kiedy urzędnicy miejscy postanowili po swojemu poprawić to co w zasadzie działało bardzo dobrze.

Rozpisano konkursy, wyłoniono autorów koncepcji i zrealizowano przebudowę placu i postawienie nowej fontanny. Jednym słowem, pieniądze wydano. Teraz po latach urzędnicy kajają się przed Krakowianami i hucznie ogłaszają powrót do poprzedniego stanu. Co więcej, te dwa przypadki wcale nie są w Krakowie odosobnione, ponieważ podobnie często wyglądają inwestycje w Krakowie.

Pl. Św. Marii Magdaleny
Pl. Św. Marii Magdaleny, fot. Redakcja

Przypadek placu Marii Magdaleny

Plac Marii Magdaleny miał być przykładem nowoczesnej rewitalizacji w historycznym centrum Krakowa. Skończyło się na dobrze znanym scenariuszu, czyli uporządkowano przestrzeń, ograniczono zieleń, „uspokojono” charakter miejsca. Dokładnie tak robiono to wcześniej w wielu zachodnich miastach. Problem w tym, że Kraków nie jest ani Kopenhagą, ani Berlinem, a bezrefleksyjne kopiowanie rozwiązań często kończy się urbanistyczną porażką.

Dziś miejscy urzędnicy ogłaszają konsultacje społeczne, zapraszają mieszkańców na spacery badawcze i warsztaty, pytają o „kierunki zmian” i „elementy wymagające poprawy” (krakow.pl, obywatelski.krakow.pl). Wśród zapowiedzi pojawia się to, co dla wielu było oczywiste od początku. Potrzeba przywrócenia większej ilości zieleni.

To nie jest jednak historia o tym jak miejscy urzędnicy w skupieniu słuchają głosu mieszkańców. To historia o tym, jak miasto najpierw realizuje modną koncepcję, a potem po latach próbuje się z niej wycofać. Za co? Za pieniądze podatników.

Kraków wciąż nie wyciąga z tego wniosków. Zamiast szukać rozwiązań dopasowanych do własnej historii, klimatu i sposobu użytkowania przestrzeni przez mieszkańców, inwestycje w Krakowie nadal opierają się na tym, co akurat jest modne w Europie Zachodniej. A potem miasto wraca do punktu wyjścia, tracąc czas i pieniądze.

Sprzedali, stracili kontrolę, a potem zapłacili miliony – przypadek Zakrzówka

Zakrzówek często przedstawia się jako spektakularny przykład odzyskania terenu dla mieszkańców. Było to konieczne tylko dlatego, że miasto wcześniej ten teren oddało. I to w sposób, który najlepiej pokazuje chaos decyzyjny oraz brak długofalowego myślenia o zasobach Krakowa.

Rozliczenie sprzedaży terenów Zakrzówka i wszystkiego wokół niego nie jest proste. Transakcja ta była procesem rozciągniętym w czasie i obejmowała różne działki. Co ważne, to w jej wyniku duża część tych terenów znalazła się w rękach prywatnych podmiotów, w tym spółki Kraków City Park. Miasto utraciło więc realną kontrolę nad jednym z najcenniejszych przyrodniczo i rekreacyjnie obszarów w Krakowie.

Dalszy ciąg tej historii jest już dobrze znany. W 2016 roku Kraków zdecydował się odkupić około 30 hektarów terenu, płacąc za to około 25–26 milionów złotych (tvn24.pl, wyborcza.pl). Innymi słowy miasto wydało dziesiątki milionów złotych, aby odzyskać coś, nad czym wcześniej samo straciło kontrolę.

Rynek Główny – od „Kryształu” do powrotu Zina

Nie ma chyba bardziej namacalnego przykładu znanego nam schematu niż fontanna na Rynku Głównym.  W 2010 roku na Rynku pojawiła się fontanna „Kryształ”. Miała być nowoczesną instalacją i symbolem współczesnego podejścia do przestrzeni publicznej. Mieszkańcy przyzwyczajeni do idealnie pasującej fontanny projektu legendarnego w naszym mieście architekta prof. Wiktora Zina łapali się za głowę na wieść o jej demontażu. Nowa fontanna kosztowała około 3 mln złotych i była daleka od ideału. Z czasem problemy tylko się nawarstwiały: awarie, przecieki, wandalizm, a w końcu całkowite wyłączenie z użytkowania.

Fontanna na Rynku Głównym
Fontanna na Rynku Głównym, fot. Redakcja

Dziś miasto stoi przed kolejną decyzją. Zamiast naprawiać „Kryształ”, planuje budowę nowej fontanny. Co ciekawe, to ma ona nawiązywać do dawnej, dobrze znanej krakowianom fontanny projektu prof. Wiktora Zina, która stała na Rynku przez kilkadziesiąt lat, zanim została usunięta przy okazji przebudowy. Co więcej, nie będzie to wierna rekonstrukcja, lecz nowa forma inspirowana historycznym pierwowzorem. Ciekawostką jest, że stara fontanna znalazła swoje miejsce w Parku Jerzmanowskich, gdzie nadal cieszy oko mieszkańców.

Co ważne, to mimo zmiany na fotelu prezydenta, schemat wciąż pozostaje ten sam. Najpierw wydajemy pieniądze, przebudowujemy, a po latach wydajemy ponownie, żeby wrócić do stanu pierwotnego, bo ten okazuje się jednak dobry.

Zmiany pod Wawelem

Inwestycje w Krakowie znów pokazują, że mieszkańcy, którzy liczą na koniec chaotycznych decyzji, mogą się rozczarować. Ostatnim przykładem jest Plac Wielkiej Armii Napoleona, położony tuż pod Wawelem. Kiedyś funkcjonował tam parking dla autokarów, później miasto zdecydowało się na „uspokajającą” przebudowę tego terenu. Powstał nawet podziemny budynek, który przez lata pełnił różne funkcje. Teraz miasto ponownie otwiera tę „puszkę Pandory” – planuje zazielenienie placu oraz utworzenie w jego pobliżu muzeum rzek krakowskich.

Urzędnicy podkreślają, że projekt jest inspirowany Wisłą i ma nawiązywać do jej naturalnego charakteru. Brzmi dobrze, ale trudno nie odnieść wrażenia, że znów mamy do czynienia z próbą wpisania się w modne trendy, czyli „zielone miasto”, „odbetonowanie”, „adaptacja klimatyczna” zamiast podpatrzenia co obecnie się na tym placu dzieje. A trzeba zauważyć, że miejsce to przez lata upodobali sobie rolkarze i deskorolkarze. I co? I fajnie, ponieważ młodzi ludzie tworzą w ten sposób krajobraz naszego miasta tak samo jak wędkarze na Wisłą czy panowie grający w szachy. Jedyne, co wymaga pilnej interwencji, to problem szczurów, które zadomowiły się w tym miejscu.

Szychy na bulwarach pod Wawelem
Szychy na bulwarach pod Wawelem, fot. Redakcja

Schemat godny urzędnika

Jak widać Kraków od lat popełnia te same błędy. Obecna ekipa mogłaby tłumaczyć się „spadkiem” po poprzednim prezydencie, ale nikt już tego nie kupuje. Najwyższy czas, aby nasi urzędnicy popatrzyli się na długofalowe konsekwencje swoich decyzji i przestali za nasze pieniądze fundować kolejne „nowoczesne” rozwiązania.

Plac Wielkiej Armii Napoleona
Skejci na Placu Wielkiej Armii Napoleona jeżdżą w tym miejscu nie tylko w Światowy Dzień Deskorolki. Opowieści o tym, że przestrzeń placu jest martwa są zwyczajnie nieprawdziwe, fot. Redakcja
Tekst: Mateusz Tomanek